„Rocker – endless road” – opowiadanie

Gwoli wyjaśnienia tekst ten jest ukłonem w stronę motocyklistów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Główny bohater opowiadania mógłby z powodzeniem wystąpić u boku Marlona w „The Wild One”  czy brać udział w „junk box race” po ulicach brytyjskich miast. Miało być lekko i komiksowo, czy się udało oceń sam.

To był wspaniały cios. Sto procent zaskoczenia, tak że Grubas nie zdążył nawet unieść rąk, a już odlatywał w stronę najbliższego stolika z satysfakcjonująco zdziwioną miną. Jak na zwolnionym filmie. Bezwładne ciało upada na blat, który po chwili poddaje się, łamiąc na pół. Brodacz wali o ziemię, przygniatając resztki jedzenia, potłuczonych kufli i petów z przepełnionej popielniczki. Powoli przetacza się w bok, prezentując bezwiednie tył skórzanej kamizelki, na której umazane keczupem i musztardą barwy klubu nie wyglądają już tak dumnie.
–    No! – pomyślał Darek, odwracając się powoli w stronę wyjścia. – Trochę szkoda, że wszyscy jego kumple stoją właśnie przede mną…

* * *

Rzędowa czwórka ozdobiona motywem szachownicy przeleciała przez skrzyżowanie z taką prędkością, że tylko fotokomórka dałaby radę ustalić, czy już na czerwonym, czy jeszcze na żółtym. Mocno pochylony nad kierownicą Darek odkręcił manetkę. Dopiero powyżej osiemdziesiątki woda uciekała z gogli na tyle sprawnie, że można było mówić o jako takiej widoczności. Ósma godzina w siodle. Najwyższy czas, aby sprawdzić, czy jest jeszcze w stanie się wyprostować. W końcu trzeba odpocząć i zjeść – koniecznie coś ciepłego. Wkrótce dostrzegł znak stacji paliw. Perspektywa hot-dogów wydała się obiecująca.

Czytaj dalej „Rocker – endless road” – opowiadanie

„Sokół” – opowiadanie

Opowiadanie zostało zainspirowane dokumentami inwentarzowymi jakie sporządzono w 1939 po przekroczeniu granicy przez wycofujące się oddziały WP. Na jednym z nich figurowały (o ile pamiętam) trzy motocykle Sokół 1000, z których jeden pozbawiony był wózka bocznego. Tekst napisany do antologii motocyklowej.

To był początek, pierwsze dni. I choć przez kilka następnych lat, aż do samego końca, widziałem więcej niż byłbym w stanie i chciał zapamiętać. Mimo iż byłem świadkiem nieszczęść i radości, nadziei, zwątpienia, zwycięstw i porażek. Mimo iż poznałem tak wielu ludzi, tak wielu z nich pożegnałem, aż zacierają się w mojej pamięci… Mimo to twarzy tego chłopaka nie jestem w stanie zapomnieć. Gdy tylko przywołam wspomnienia, widzę go tak wyraźnie, jakby to było wczo­raj, jak gdybym cofnął się w czasie i ponownie był w tamtym lesie we wrześniu trzydziestego dziewiątego…

Zmobilizowany w mobilizacji alarmowej, trafiłem do dwunastego batalio­nu pancernego, wchodzącego w skład dwudziestej pierwszej dywizji pancernej. Siedemnastego sierpnia w Łucku złożyliśmy przysięgę, a następnego dnia ruszyliśmy pociągiem przez Lwów, Kraków i Częstochowę do Woli Jasienickiej, gdzie dziewiętnastego zostaliśmy zakwaterowani i oddani pod rozkazy dowódcy Wołyńskiej Brygady Kawalerii.

Czytaj dalej „Sokół” – opowiadanie

Serce Motocyklisty – Słowo wstępne

sercePamiętam, gdy kilka lat temu Mariusz przysłał mi tekst „Serca Motocyklisty”. Byliśmy wtedy nieco młodsi i piękniejsi, ale Mariusz bardziej. To był kluczowy element – ta młodość, nie uroda – który zdecydował o optyce, szkiełku, przez jakie popatrzyłem na otrzymany plik. Pewna doza pobłażliwości była mi towarzyszem, gdy z ociąganiem, przystąpiłem do lektury.

Słoneczny poranek za oknem, wyszykowany dzień wcześniej motocykl w garażu, w głowie zaplanowana wycieczka i tylko jedna przeszkoda w postaci deklaracji na dziś, iż do „Serca” zajrzę i swoje zdanie wyrażę. Cóż, słowo się rzekło, więc raz dwa! Choć pobieżnie rzucić okiem, przewinąć strony czytając na wyrywki, by jako-takie pojęcie mieć i móc kilkoma zdaniami uszy autora zapełnić. Ciuchy na motocykl już przyszykowane, więc szybko – do porannej kawy – ile się da, kilka fragmentów…

Czytaj dalej Serce Motocyklisty – Słowo wstępne

„Stalowe Szczury – Szczupak” – opowiadanie

To opowiadanie jest częścią cyklu poświęconego młodym motocyklistom, którzy rozpoczynają swoją przygodę z jednośladami. Akcja osadzona jest w latach dziewięćdziesiątych.

Kapitan lekko położył się w zakręt. Nie jechał szybko, ot tyle, aby mieć prawdziwą frajdę. Silnik, stłumiony odjęciem gazu, po chwili ryknął, gdy motocykl pokonał wierzchołek łuku. Cześka wyprostowała się płynnie i poszła po prostej jak arab na Wielkiej Pardubickiej. To nie był najlepszy dzień, kilka spraw się pokomplikowało rano, ale teraz przestało to mieć znaczenie, problemy zostały w tyle wraz z błękitnym obłokiem spalin…

Choć, jeśli spojrzeć na to z innej perspektywy – filozoficznej – problemy były nadal, nie ulotniły się gdzieś, istniały, bo przecież od zawsze były paliwem świata – bez nich życie byłoby nic niewarte.
W tym momencie, na przykład, napędzały świat, aby przesuwał się pod kołami motocykla, który jak izolacja oddzielał od nich, pozwalając cieszyć się pędem wiatru, warkotem i drżeniem. Przy okazji ładował akumulatory tolerancji wobec wszystkiego, co staje na przeszkodzie. To na razie tyle, jeśli idzie o Kapitańską filozofię. Odkręcił manetkę i przyspieszył, zbliżała się druga po południu.

Czytaj dalej „Stalowe Szczury – Szczupak” – opowiadanie