Skip to content

Pierwsza recenzja książki „Krew i stal”

PIERWSZA RECENZJA JUŻ JEST! http://carpenoctem.pl/recenzje/krew-i-stal/ Proszę wybaczyć mi te duże litery, lecz – jak wiadomo – ten pierwszy raz jest zawsze najbardziej emocjonujący. Zapraszam do przeczytania, co o mojej książce sądzi Agnieszka z Carpe Noctem.

Krew i stal

Jacek Łukawski

W cza­sie wojny, w któ­rej woj­sko korzy­stało z pomocy magów, doszło do zde­rze­nia dwóch potęż­nych cza­rów, co wywo­łało prze­dziwną reak­cję – wytwo­rze­nie Mar­twicy, czyli dużego obszaru, gdzie zamarło wszel­kie życie. Po kilku poko­le­niach poja­wiły się pogło­ski, że Mar­twica zaczyna się cofać. Wtedy z Won­det­tel zostaje wysłany oddział żoł­nie­rzy, a ich zada­niem jest odna­le­zie­nie naj­pierw przej­ścia, a potem świą­tyni i znaj­du­ją­cych się w niej magicz­nych ksiąg. Tak się roz­po­czyna debiu­tancka powieść „Krew i stal” Jacka Łukaw­skiego, która za kil­ka­na­ście dni trafi do sprze­daży. I cho­ciaż to fan­tasy, z całą pew­no­ścią jest dosta­tecz­nie dark, by tra­fić na łamy Carpe Noctem.

Nie widać zupeł­nie po Łukaw­skim braku doświad­cze­nia w pisa­niu tego typu tek­stów, wręcz prze­ciw­nie – autor bar­dzo spraw­nie pro­wa­dzi dia­logi i nar­ra­cję, a w sty­li­za­cji mowy boha­te­rów wręcz się lubuje. Cho­ciaż dia­logi two­rzone w tym stylu szybko mi się prze­ja­dły – m.in. za takie sty­li­za­cje nie prze­pa­dam za tą kon­wen­cją – to jed­nak trzeba przy­znać, że przy­go­to­wane są na wyso­kim poziomie.

I w zasa­dzie na nic wię­cej narze­kać nie mogę, bo cała reszta to cał­kiem fajna i rów­nie faj­nie pro­wa­dzona książka. Łukaw­ski zadbał o róż­no­rod­ność: mamy w powie­ści nie tylko sceny walk mię­dzy ludźmi, ale też ataki potwo­rów, nie­bez­pieczne prze­prawy, pod­stępy, etc. W zasa­dzie Łukaw­ski nie wymy­ślił niczego nowego, bo jak się zasta­no­wić to każdy motyw czy scena z powie­ści są znane w gatunku fan­tasy, ale dzięki wyko­rzy­sta­niu sło­wiań­skich stwo­rów oraz wyczu­ciu autora udało się stwo­rzyć coś świe­żego, co czyta się zupeł­nie bez poczu­cia, że to odgrze­wany kotlet. W lite­ra­tu­rze popu­lar­nej wiele jest ksią­żek, które teo­re­tycz­nie nie poka­zują niczego nowego, a jed­nak zacho­wują wysoki poziom i przy­jem­nie się z nimi obcuje – „Krew i stal” do nich należy.

A czuję, że Łukaw­ski może się roz­krę­cić i w następ­nych tomach zapre­zen­to­wać coś jesz­cze lep­szego. Zwłasz­cza, jeśli zde­cy­duje się pozo­sta­wić tę trójkę głów­nych boha­te­rów, któ­rych na koniec pierw­szego tomu czy­tel­nik zdą­żył poznać i polu­bić. Na początku bra­ko­wało mi wła­śnie takich wyra­zi­stych postaci i z cza­sem się ich docze­ka­łam, choć nadal będę twier­dzić, że to nie posta­ciami stoi powieść Łukaw­skiego. Moim zda­niem książkę czyta się tak dobrze, bo jest dobrze wywa­żona i opo­wie­dziana – autor się nie śpie­szy, a do tego dobrze pla­nuje kolejne etapy i przy­stanki w histo­rii, dba­jąc o różne jej war­stwy i zazę­bia­nie się poszcze­gól­nych ele­men­tów. Brzmi to bar­dzo tech­nicz­nie, ale wła­śnie o to cho­dzi: stwo­rze­nie tego rodzaju opo­wie­ści wymaga dobrego pla­no­wa­nia i spraw­nej nar­ra­cji, a Łukaw­ski opa­no­wał jedno i drugie.

Bar­dzo podo­bały mi się ele­menty hor­roru. Nie dość, że wła­śnie one w naj­więk­szym stop­niu wyróż­niają książkę pośród masy innych tytu­łów fan­tasy, to jesz­cze zostały napi­sane z wyczu­ciem i wprawą. Mar­twica jest świet­nym pomy­słem i aż żałuję, że nie ma jesz­cze więk­szego wpływu na ota­cza­jące ją obszary. Chcia­łoby się, żeby w następ­nych tomach akcja działa się na wyzwo­lo­nych spod jej wpływu tere­nach, które będą w jakiś spo­sób przez nią zmie­nione, nawet jeśli na powrót żywe. Podo­bał mi się pomysł z upior­nym quasi-laboratorium wiesz­cza, a Łukaw­ski w prze­ci­wień­stwie do wielu auto­rów z gor­szym warsz­ta­tem oparł się poku­sie prze­ła­do­wa­nia opisu tego miej­sca love­cra­ftow­skim przy­miot­ni­kami. Gene­ral­nie autor wyka­zał się bar­dzo zdro­wym dystan­sem do swo­jej prozy, co się bar­dzo chwali i co nie­stety jest rzad­ko­ścią wśród debiutantów.

Reasu­mu­jąc, Łukaw­skiego pole­ci­ła­bym bez wstydu każ­demu, kto ma ochotę na dark fan­tasy: albo bar­dziej dokład­nie: na kla­syczne, old­scho­olowe fan­tasy ze sporą domieszką hor­roru. Dodam jesz­cze na koniec, że nie jestem fanką tej kon­wen­cji, więc moż­liwe, iż miło­śnik fan­tasy książkę oceni jesz­cze lepiej.

Published inProfesjonalne