Skip to content

Rozmowa z Agnieszką z Capre Noctem

Z Agnieszką o horrorach, pisaniu i stresie debiutanta. Zapraszam Państwa do przeczytania: http://carpenoctem.pl/teksty/stres-zwiazany-z-debiutem-to-prawdziwy-horror-wywiad-z-jackiem-lukawskim/

lub

 

Stres związany z debiutem to prawdziwy horror — wywiad z Jackiem Łukawskim

Nie­dawno mie­li­ście oka­zję na naszych łamach prze­czy­tać recen­zję debiu­tanc­kiej powie­ści dark fan­tasy „Krew i stal” Jacka Łukaw­skiego, a dzi­siaj pre­zen­tu­jemy Wam wywiad z auto­rem. O stres zwią­zany z debiu­tem i hor­ro­rowe ele­menty w książce wypy­tała go Agnieszka Brodzik.

Pierw­sze pyta­nie będzie od razu o to, co mnie inte­re­suje naj­bar­dziej, czyli o ele­menty grozy w Two­jej powie­ści. Tro­chę się boję tego, co zaraz usły­szę, ale i tak zapy­tam: czy­tu­jesz cza­sem książki z tych rejo­nów? Coś mrocz­niej­szego od prze­cięt­nego fantasy?

Kie­dyś mia­łem taki okres, że zaczy­ty­wa­łem się w Kingu i Master­to­nie oraz oglą­da­łem filmy mro­żące krew w żyłach, ale to było lata temu. Potem na długo odsze­dłem od tego nurtu, dzięki czemu o wiele lepiej mi się spało 😉

Nie­dawno znów zain­te­re­so­wa­łem się takimi kli­ma­tami po prze­czy­ta­niu „Domu na wyrę­bach” Ste­fana Dardy. Aktu­al­nie to mój numer jeden. Ta kon­kretna książka była zresztą dla mnie kata­li­za­to­rem, dzięki któ­remu posta­no­wi­łem umie­ścić w swo­jej powie­ści ele­menty grozy.

Moi boha­te­ro­wie spo­ty­kają więc na swej dro­dze istoty, któ­rych życie odpły­nęło, lecz mimo to wciąż sta­no­wią zagro­że­nie. Uczy­ni­łem nawet z jed­nej z takich istot, peł­no­krwi­stą (śmiesz­nie to brzmi w tym kon­tek­ście) postać. To wyszło tro­chę przy­pad­kiem, bo miała być epi­zo­dyczna i nie poja­wiać się wię­cej. Jed­nak przy­wią­za­łem się do niej na tyle, że pojawi się w kolej­nych tomach. Ba! Ode­gra tam dość znaczną rolę, czego zapo­wiedź znaj­duje się w epilogu.

Oczy­wi­ście sta­ra­łem się, aby ilość tych strasz­nych spo­tkań była w książce wywa­żona, by za każ­dym razem mogły trzy­mać czy­tel­nika w napię­ciu i nie stały się nudne. O tym, czy udało mi się to osią­gnąć zde­cy­dują czytelnicy.

Jest szansa, że w przy­szło­ści napi­szesz coś w pełni hor­ro­ro­wego, czy raczej ogra­ni­czysz się do dark fan­tasy? Rozu­miem, że na razie chcesz kon­ty­nu­ować serię, ale, powiedzmy, w dal­szej niż bliż­szej przyszłości?

Jest tak, jak mówisz. Prio­ry­te­towo trak­tuję kolejne dwa tomy „Kra­iny Mar­twej Ziemi”. Roz­po­czą­łem też prace nad zupeł­nie innym pro­jek­tem, więc na razie raczej nie ma na to szans. Mimo to nie prze­kre­ślam takiej opcji. Powiem wię­cej: mam już pewien pomysł, który może zmro­zić krew w czy­tel­ni­czych żyłach. Nie­stety do jego reali­za­cji jesz­cze długa droga. Będę musiał zdrowo popra­co­wać nad warsz­ta­tem, nim poczuję się na siłach, by pod­jąć próbę porząd­nego nastra­sze­nia czytelników.

Ele­menty kul­tury sło­wiań­skiej w powie­ści to wynik zain­te­re­so­wań czy raczej robi­łeś rese­arch kon­kret­nie pod książkę, bo paso­wały Ci kon­cep­cyj­nie? Co w ogóle myślisz o obec­nym już jakiś czas na naszym rynku boomie na słowiańskość?

Pomysł na książkę ma już kil­ka­na­ście lat, lecz dopiero nie­dawno poczu­łem się na siłach, by go zre­ali­zo­wać. Ele­menty kul­tury sło­wiań­skiej to część moich zain­te­re­so­wań i od początku miały mieć swoje miej­sce w książce na długo przed tym, zanim stało się to modne.

Tu muszę od razu wyja­śnić pewne kwe­stie: To nie jest książka sło­wiań­ska! Jeśli ktoś liczy na boha­te­rów o imio­nach w stylu Mści­sław, czy pomni­kach Świę­to­wita na każ­dym kroku, oba­wiam się, że będzie zawiedziony.

Świat, który wykre­owa­łem czer­pie z kilku epok, a w dodatku jest nie­jed­no­rodny. W jed­nym miej­scu szczy­tem roz­woju uzbro­je­nia ochron­nego jest pro­sty kirys nało­żony na zbroję kol­czą, gdzie indziej jazda nie używa jesz­cze strze­mion, a daleko za górami w jakiejś kra­inie opa­no­wano już bar­dziej skom­pli­ko­waną tech­nikę obróbki metalu, co pozwala na two­rze­nie zbroi pły­to­wej. Tygiel tech­no­lo­giczny i kul­tu­rowy, który ma pewne cechy wspólne w postaci istot, dobrze zna­nych z mito­lo­gii sło­wiań­skiej. Leśne licha, dzi­wo­żony, połu­dnice czy wiły to istoty, które pod róż­nymi nazwami, zado­mo­wiły się wszędzie.

Sta­ra­łem się motywy sło­wiań­skie wpleść w kla­syczną kon­struk­cję fan­ta­stycz­nego świata tak, by sta­no­wiły jego inte­gralną część, lecz by nie były naj­waż­niej­sze. W dodatku nada­łem nie­któ­rym isto­tom role i cechy, o któ­rych się Bruck­ne­rowi czy Kosma­nowi nie śniło 😉 Dla przy­kładu, w mojej powie­ści, Czarty stwo­rzyły wła­sną cywi­li­za­cję, podob­nie jak Pła­net­nicy, któ­rych spo­tkamy w dru­gim tomie.

Sam boom na sło­wiań­skość uznaję za bar­dzo pozy­tywny i cie­szę się, że coraz wię­cej auto­rów sięga do tych moty­wów, które są prze­cież nasze, rdzenne, a przy tym arcy­cie­kawe. Mam tylko nadzieję, że uda nam się zacho­wać zdrowy roz­są­dek i nie prze­sa­dzać, na wiele lat pogrą­ża­jąc w Mści­sła­wach, żer­twach i pomruku rogów. Choć mając wybór mię­dzy elfami a Mści­sła­wami, sta­now­czo wybie­ram tych drugich 😉

I jesz­cze obo­wiąz­kowo chcia­łam Cię zapy­tać o Twoją prze­szłość lite­racką. Wiem, że nie publi­ko­wa­łeś zbyt wiele, za to coś zupeł­nie innego niż „Krew i stal”. Skąd ta nagła zmiana tematu, z moto­cy­kli na fantastykę?

Bo to wszystko miało być zupeł­nie ina­czej. Zawsze chcia­łem pisać fan­ta­stykę i już w szkole czy­ni­łem próby w tym kie­runku, które na szczę­ście lądo­wały wtedy w szufladzie 😉

Od trzy­na­stego roku życia mam bzika na punk­cie moto­cy­kli, co w pew­nym momen­cie dopro­wa­dziło do fuzji obu pasji i stwo­rzy­łem inter­ne­tową Czy­tel­nię Moto­cy­klową. To było takie miej­sce, gdzie każdy mógł opu­bli­ko­wać (wtedy jesz­cze prze­sy­ła­jąc na email, a nie samemu) tek­sty moto­cy­klowe. Cho­dziło o dzie­le­nie się wra­że­niami z wycie­czek, remon­tów, ogól­nymi prze­my­śle­niami, a także, z cza­sem, opo­wia­da­niami moto­cy­klo­wymi. Z bie­giem lat Czy­tel­nia sku­piła wkoło sie­bie kilka bar­dzo faj­nych osób i wyda­li­śmy anto­lo­gię „Gawędy Moto­cy­klowe”, gdzie zna­la­zło się kilka moich opo­wia­dań. Następ­nie zało­ży­li­śmy e-kwartalnik „Swo­imi Dro­gami”, do któ­rego przez dwa lata pisywałem.

I nagle uświa­do­mi­łem sobie, że przez ten czas tro­chę mi się warsz­tat popra­wił i chyba nad­szedł ten moment, gdy mogę spró­bo­wać naresz­cie prze­lać na papier to, co mi się przez kil­ka­na­ście lat w gło­wie koła­cze. Tak więc przy­goda pisarsko-motocyklowa była dla mnie poli­go­nem doświad­czal­nym, który pozwo­lił zła­pać wiatr w żagle i napi­sać Kra­inę Mar­twej Ziemi. „Krew i stal”, czyli pierw­szy tom, już za chwilę ukaże się w księ­gar­niach. Stres z tym zwią­zany to jest praw­dziwy horror 😉

Wła­śnie o ten hor­ror chcia­łam zapy­tać. Jak się czu­jesz przed debiu­tem? Spły­nęły do Cie­bie jakieś pierw­sze opi­nie? Jestem w sumie cie­kawa, czy pisa­rze po pre­mie­rze gorącz­kowo googlują każdą opi­nię o książce czy raczej sta­rają się tego uni­kać i sku­piać tylko na wybra­nych recen­zen­tach. Myślisz, że opi­nie będą miały wpływ na Twoje prace nad dru­gim tomem, czy raczej masz już skry­sta­li­zo­waną wizję kontynuacji?

Nie wiem, jak to wygląda u innych auto­rów, ale ze mną jest tak, że już za chwilę będą się na mój widok uśmie­chać w aptece i od razu poda­wać melisę. To cho­ler­nie stre­su­jące i przy­znaję, że nie prze­wi­dy­wa­łem jak bar­dzo. Jestem bar­dzo cie­kawy tego, czy książka spodoba się czy­tel­ni­kom. Czy waż­niej­sze okażą się dla nich potknię­cia debiu­tanta, które prze­cież być muszą, czy całość histo­rii jaką wymy­ślił? W kwe­stii recen­zen­tów: to jest dla mnie zupeł­nie nowy temat i nie do końca się w nim odnaj­duję. Gdzie czło­wiek nie spoj­rzy, tam są ludzie oce­nia­jący książki. To w sumie bar­dzo fajne i cie­szę się, że inter­net daje nam takie moż­li­wo­ści, jed­nak z dru­giej strony mało kto pod­pi­suje się tam swoim imie­niem i nazwi­skiem, co od razu budzi we mnie nie­uf­ność. Prze­cież musi być jakiś powód, dla­czego czło­wiek wsty­dzi się wła­snych słów. Recen­zje Kowal­skiej lub Kowal­skiego – siłą rze­czy – uznam zawsze za waż­niej­sze, niż te pisane przez „ostrą­bu­nię” czy „szybkiegolopeza”.

Oczy­wi­ście, jak chyba każdy autor, był­bym szczę­śliwy, gdyby więk­szość czy­tel­ni­ków pozy­tyw­nie oce­niła „Krew i stal”, co dałoby mi moty­wa­cję do dal­szego pisa­nia i nadało sens dotych­cza­so­wej pracy. W głębi serca w to wie­rzę, lecz mimo wszystko, zanim odpalę google, upew­nię się, że melisa jest pod ręką 😉

Pyta­łaś jesz­cze o opi­nie i ich wpływ na kon­ty­nu­ację. Nie­stety, nie potra­fię na to pyta­nie odpo­wie­dzieć, bo nigdy jesz­cze nie byłem w podob­nej sytu­acji. Zoba­czymy, co przy­nie­sie czas.

Ano zoba­czymy 🙂 Dzięki za roz­mowę i trzy­mam kciuki za „Krew i stal”.

Dzię­kuję pięk­nie za rozmowę.

http://carpenoctem.pl/teksty/stres-zwiazany-z-debiutem-to-prawdziwy-horror-wywiad-z-jackiem-lukawskim/

Published inudzielone wywiady