Skip to content

Z kamerą wśród książek

Video recenzja

(Nie gniewam się za pomylone nazwisko 🙂 )

Recenzja

W końcu docieram z kolejną recenzją. Opóźnienia opóźnieniami, ale swoje robić należy. Usiądźcie wygodnie i zapraszam do czytania. Dzisiaj przedstawiam „Krew i Stal. Kraina Martwej Ziemi”. Jest to debiut Jacka Łukawskiego.

zapraszam: http://zkamerawsrodksiazek.pl/krew-i-stal/

lub

Przyznam szczerze, że zachwyciła mnie okładka. Nie jest to częste. Owszem, doceniam estetyczną oprawę, ale nie ma takiego zachwytu we mnie. Tutaj on właśnie się pojawia. I szczerze mówiąc, nie do końca prawdą jest to, że nie ocenia się książki po okładce. W końcu jeśli oprawa nie przykuje naszego wzroku, to nie dowiemy się czy dana pozycja jest warta uwagi. Wracając. Na okładce mamy miecz. Tło tworzy spękana ziemia, wszystko jest zbroczone kroplami krwi. Dla mnie bomba. Do tego bordowe napisy i mamy to cudo. Dużym plusem są ukochane przeze mnie skrzydełka przy okładce. Czymś, co mnie totalnie zaskoczyło, są rysunki w książce. Ich autorem jest Rafał Szłapa. Dodają tylko smaczku książce.

Często ładna okładka nie idzie w parze z ciekawą zawartością. Tu na szczęście było inaczej. Łukawski sprytnie łączy klimat wczesnego średniowiecza z słowiańską demonologią. Mamy tutaj typowy schemat książek fantasy – jest misja, jest droga, są przeciwności, potwory, magia, smoki. Wszyscy wiedzą o co chodzi. I można pomyśleć, że przecież jest tyle książek fantasy i nie można tu znaleźć nic nowego. Błąd. Dla mnie powieść Łukawskiego jest swoistym powiewem świeżości. Muszę przyznać, że przez ostatni czas takie książki mi się „przejadły”. Nie byłam w stanie czytać fantasy. I wtedy pojawiła się „Krew i Stal”. Myślę sobie – kolejna próba. Udało się, poszło z górki.

Fabuła na początku mnie nie porwała. Ot, kolejne fantasy. To jak z pójściem do agencji towarzyskiej – niby jest miło, ale czegoś brakuje. Na szczęście potem akcja się rozwija.

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej była wojna. Zebrała ona ogromne żniwo – zostawia po sobie Martwą Ziemię. Suchy step, na którym wszystko od razu ginie. I po tym czasie do klasztoru u podnóża Smoczych Gór wyrusza oddział żołnierzy. Po co tam idą? Tajemnica, którą po części zna Arthorn. Wiadomo, że jest tam coś, co musi wrócić do królestwa szybciej niż szybko. Żołnierze pod dowództwem Dartora muszą zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nikt z nich, nawet Arthorn, nie wyobraża sobie, jaki los zgotują im bogowie.

Główny bohater – Arthorn – od razu zdobył moje serce. Jest w nim coś przejmującego, ma się wrażenie, że skrywa jakąś tajemnicę, jakąś przeszłość, którą chce od siebie odsunąć. Ma misję, którą chce jak najlepiej wypełnić. Ale oczywiście musi się coś zepsuć. Wkracza na ścieżkę swojego przeznaczenia i w drogę!

Kolejną postacią, która mnie ujęła to Dartor, jeden z dowódców. Tutaj nie będę się rozpisywać, o nim trzeba po prostu samemu przeczytać.

Generalnie bohaterowie są mocno zarysowani. Każdy ma charakter, możemy wyrobić sobie o nich zdanie.

Czy dostrzegam jakieś wady? Na chwilę obecną nie. Zapewne za dwa – trzy dni jakieś „ale” się pojawią, jednakże teraz ich nie mam.

Podsumowując. „Krew i Stal” ma ładnie zarysowaną fabułę, akcja nie jest rozwleczona, bohaterowie podbijają serca. Powieść polecam tak naprawdę wszystkim. I „starym wyjadaczom” fantasy, i laikom, którzy dopiero wkraczają w świat pełen magii. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. A ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

autor: bazyliszek.

zapraszam: http://zkamerawsrodksiazek.pl/krew-i-stal/

Published inRecenzje i opinie blogosfery